Nazywam się Agnieszka Wielgolewska

i jestem między innymi technikiem weterynarii na potrzebę hodowli.

Zacznę może od tego, że pies jest mi towarzyszem od najmłodszych lat i zawsze gościł w domu rodzinnym.

Dom bez psa, to dom nie do końca pełny, nie w komplecie, niepełna rodzina.

Zawsze tak uważałam i nadal jestem zwolenniczką takiego myślenia.

Ponoć człowieka poznaje się po tym, czy lubi zwierzęta? Czy je akceptuje? Czy ma serce dla zwierząt? Nie każdy posiada wiedzę na temat psów. Na ile mają wysoką inteligencję, na ile doskonałe serce, które potrafi kochać bez końca i dać radość bez granic…

Po śmierci mojej suczki Nory (alzaczki), wspaniałej i niezmiernie oddanej o wysokim stopniu właśnie inteligencji, która przeżyła 13 lat, przyszło mi się porać z własnymi emocjami, z żalem nieskończonym i ogromną pustką. Pustka, która nagle ogarnęła mój dom, gdzie ruch się nagle zatrzymał… Stanęło życie… Nie biegała już czarna, atłasowo-czarna postać Nory po domu, jakże wesoła i dumna zarazem. Miejsce po niej zostało puste, serce mi pękało z dnia na dzień coraz bardziej, chociaż czas płynął pustka była niezmiennie ta sama. Dom nadal stał bez ruchu, bez życia, chociaż zamieszkiwali go ludzie. Przyjaciele mi doradzali, abym nabyła kolejną suczkę. Nie chciałam o tym myśleć, chciałam tą samą, która odeszła.

Czas płynął, a ja w końcu po pół roku zdecydowałam się poszukać takiej samej i otworzyłam strony o psach – akurat były to białe owczarki szwajcarskie i zamarłam na chwilę… Dziś nie pamiętam już czyją stronę otworzyłam, ale wizerunek psa na stronie był uderzająco podobny do 

 mojej Nory, jedynie co było inne to kolor umaszczenia – biały. Łzy napłynęły mi do oczu, po chwili się polały... wtedy już wiedziałam, że zdecyduję się na tą właśnie rasę i wróciła we mnie pewna radość, nadzieja.

Podjęłam decyzję o kupnie suczki i wkrótce LORA, w domu nazywamy ją BONA, zagościła u nas jako trzy- miesięczny szczeniaczek. Była wspaniała, świetnie się zadomowiła i nie opuszczała mnie na krok, wszędzie za mną chodziła, czułam jej towarzystwo non stop i wreszcie dom nabrał życia, pełni życia. Byłam szczęśliwa i domownicy również cieszyli się, a Bona była wesoła, radosna i dostarczała nam wielu zabawnych sytuacji i radości. Mieszkała z nami w domu i nawet jako młody szczeniaczek nie nastręczała nam żadnych powodów do niezadowolenia, nic nie niszczyła, nie gryzła mebli, dywanów… Pół roku później zaczęłam z nią szkolenia, uczyła się bardzo chętnie i zaskakująco szybko. Byłam nią oczarowana. Radość mnie przepełniała, a Bona niesamowicie mi przypominała byłą Norę i coraz więcej obserwowałam w niej cech identycznych, jak u tamtej suni. To niesamowite jak mi się ułożyło, że miałam w domu drugą Norę.

Byłam szczęśliwa. Po jakimś czasie wpadłam na pomysł, aby Bonie sprawić towarzystwo i… hm… zaczęłam szukać dla niej pieska.  Słowacja okazała się tym cudownym miejscem, gdzie urodził się YUKY-YOCKER, którego nazywamy w domu ARON. To imię nadał mu mój syn na pamiątkę po Norze, przestawił literki od końca NORA i wyszło imię, właśnie Aron.

Bona przyjęła małego szczeniaczka bardzo pozytywnie i otoczyła go troską, opieką – byłam zaskoczona jej czułością do niego. Dopiero wtedy było wesoło jak razem sobie rosły i figlowały - dwa psy, dwa szczęścia. Aron okazał się również wspaniałym psem, opanowanym i bardzo grzecznym, zaskakiwał inteligencją.

Będąc z pupilami na wakacjach nad morzem i odwiedzając tą samą hodowlę, z której nabyłam Bonę, akurat przyszły na świat młode, co mi przyszło do głowy? Nastąpiła szybka decyzja i zamówiłam kolejna suczkę - MARLĘ. I tak oto w szybkim tempie dorobiłam się trzech wspaniałych białasów. Brak mi słów, jak nasz dom tętnił  życiem, było cudownie.

Psy są wspaniałe wszystkie i choć różnią się od siebie pewnymi cechami osobniczymi, to są do nas bardzo przywiązane, oddane i posłuszne.

Dziś jestem bardzo zadowolona, bo wybór okazał się strzałem w dziesiątkę decydując się na białe owczarki szwajcarskie.

Wciąż odkrywam je na nowo i zadziwiają mnie charakterem, inteligencją…

Teraz moja pasja sięgnęła zenitu.

Zdecydowałam się pogłębić swoją wiedzę, tym razem w kierunku weterynarii i zaczęłam studia pod kątem moich milusińskich.

Czas sobie płynął i płynął, aż wreszcie nadszedł moment na wielkie wyzwanie jakie niesie ze sobą rozmnażanie.

Ja już posiadłam pewną wiedzę z kierunku weterynarii, aby móc stawić czoła pierwszemu wyzwaniu jaki niesie ze sobą prokreacja i zdecydowaliśmy o kryciu Bony i Arona.

Bona i Aron dali na świat swój pierwszy miot  26.12.2010 roku, jakże udany, doczekaliśmy 11 szczeniaczków pięknych i zdrowych, z których to wspólnie zdecydowaliśmy o zostawieniu dwóch suczek : Aurory i Ateny w hodowli.

Na co dzień jestem dość zapracowaną osobą ( prowadzę własną firmę), a pieski są dla mnie wyzwaniem, muszę mieć czas dla nich i poświęcać im czas inaczej się nie da, aby osiągnąć jakikolwiek sukces. I to jest wspaniałe, sukcesy już mamy i to nie małe, a życie nabrało obrotów, pozytywnych obrotów, co daje mi ogromną satysfakcję i radość.

W poszczególnych zakładkach opiszę każdego z psiaków osobno, o rasie,o wzorcu, o przeznaczeniu tych psów no i oczywiście zapraszam do naszej galerii.

Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to rasa o wszechstronnym wykorzystaniu i o miłym usposobieniu, godna polecenia.

Dziękuję za poświęcony nam czas i zapraszam do dalszej lektury poświęconej BOS-om – BIAŁYM OWCZARKOM SZWAJCARSKIM.

PROFESJONALIZM KLUCZEM DO SUKCESU.

Z wyrazami szacunku

Agnieszka Wielgolewska